wtorek, 27 października 2015

Rozdział 6


To wszystko było nie na moją głowę. Dopiero po dwóch godzinach mój brat zamilkł ponieważ jakaś bójka czy kłótnia i wyszedł. Maddie w końcu się do mnie dopchnęła i zaczęła pytać czy zjem coś. Czułam że jestem strasznie głodna. Skinęłam głową a ta zamiast wyczarować poleciała do kuchni. Machnęłam na to rękom. I spostrzegłam że zostałam z Samuelem i Lucasem
-Dlaczego nie rzucacie sobie sobie do gardeł ?
-Żyjemy w zgodzie -szybko sprostował. Samuel spojrzał na niego lekko przygaszonym wzrokiem
-Bo musimy... widzisz dzielimy się na dwie grupy tych co akceptują innych i tych co ich nie akceptują -zawahał się -Wszystko zaczęło się od wilkołaków, wampirów i czarodzieji... szybko jednak zaczęli sobie skakać do gardeł i potem powstały trzy odłamy  "ovchi" , "yini" oraz "yurak". Każdy z nas coś przedstawia wampiry - wyższość wilkołaki - łączność z zwierzętami czarodzieje - możliwości ovivchi - siłę yurki - umiejętności a yini - wszystko
-To i tak nie cała prawda
-Jak na razie tyle jej wystarczy -bąknął Samuel. Wiedziałam że coś jest z nim nie tak. Lucas odwzorowywał troskę, ciepło i wszystko co dobre i w pewnym sensie pociągało mnie to jednakże w Samuelu było coś... czego nie można było odkryć i to też nie pociągało. W pewnym momencie drzwi mojego tymczasowego pokoju stanęły otworem i wszedł do nich jakiś chłopak wyglądał na trzy lata starszego ode mnie rzucił mi spojrzenie "wiem, wiem, wiem milion pytań ale potem". Nienawidziłam takich dupków. Spojrzałam na jego rękę której nie chował miał na niej z trzy razy większy tatuaż który wyglądał jak mój
-Ryan... to Kelly - chłopak spojrzał na mnie wygaszonym wzrokiem i powiedział
-Vika ją wczoraj zaatakowała po czym walczyła z Dylanem i Ronem ale to tylko początek dziś pojawił się pierwszy objaw inności -powiedział to bez zastanowienia
-Zapomniałem jakie to się ma dary -powiedział sarkastycznie Samuel a Lucas tylko cicho się zaśmiał. A więc Ryan nie jest zbytnio miły
-Drake i Sue by wiedzieli co z nią zrobić ale nie chcecie jej oddać bo oni w pięćdziesięciu procentach oddali ją Vice... jeżeli to ważne to w wolnym czasie mogę ją nauczyć panować nad mocą ale nie za darmo.
-Zapomniałem że  pan pierwotny zawsze wymaga wynagrodzenia
-Pierwotny ?!
-Tak mimo że wyglądam na dwadzieścia mam pięć tysięcy lat... Samuel pamiętasz wikingów
-Yhm... a w szczególności jak zabili Selene piliśmy pięć dni
-Ty jesteś pierwotny ?
-Tak... widzisz naprawdę brat Lucasa umarł podczas przemiany a ja jestem z nimi spokrewniony po za tym wyglądam jak kropla w kroplę z Bradem... a raczej wyglądałem teraz wygląda jak... trup -powiedział z lekkością a nie był to miły temat jak on tak potrafił ?
-Dobra... skarby droższe i mniej -powiedział Ryan wyrywając nas z zamyśleń -musimy pracować ogarnij się proszę -zaczął machać palcem w moją stronę -wyglądasz jakbyś przeżyła tajfun -przekręcił głowę i dodał - nie ja po tajfunie tak źle nie wyglądałem... idziemy w teren za godzinę na dole Kelly ty też muszę jakoś cię poznać zanim wybiorę kierunek szkolenia cię na najwspanialszą rasę na tym świecie
-Zamknij japę Ryan -warknęli Lucas i Samuel równocześnie. Wyszli dogadując sobie. Coraz więcej się dowiadywałam o Samuelu ale uświadomiłam sobie że nie wiem prawie nic o Lucasie.



niedziela, 25 października 2015

Rozdział 5



Szybko zamrugałam nie wierząc w to co widzę.
-Maddie obudziła się! -usłyszałam głos który był mi dziwnie znany. Jęknęłam głowa strasznie mnie bolała. Szybko wstałam i spojrzałam na Samuela... -Bracie ! -zaczął wołać. Po chwili wleciała do sali dziewczyna a za nią Nathan.
-I jak? a zaczęła... czarować... Nie wierzyłam własnym oczom. Z jej ręki wydobył się zielony dym i na miejscu dymu pojawiła się buteleczka. Zaraz Samuel zawołał bracie...
-Nie zapytam o to -mruknęłam wskazując dziewczynę -Ale czy ja dobrze zrozumiałam że zawołałeś bracie ?
-Kelly... to Samuel mój brat... -powiedział i chwilę się zawahał -Dla dobra Dolore's opuścił nas kiedy dowiedział się że jest obrońcą... mimo że także powinienem ją opuścić zostałem. Ale muszę odejść prędzej czy później zauważy że się nie starzeję -patrzyłam na niego jak na idiotę. Nagle do pokoju wleciał Lucas.
-Czuję... -zaczął ale zobaczył mnie -Kelly co ty tu...
-Vicktoria ją zaatakowała -powiedział krótko Samuel. Po czym dodał -Ale ja sam już nie wiem to jest z nami wczoraj widziałem Rikę jak rozmawiała z Martinem -co prawda pogubiłam się w tym co mówią ale miałam to gdzieś. Skupiłam się na Maddie która zaczęła sobie czarować bez sensu.
-"Wielkie rzeczy mają małe początki"-usłyszałam głos w mojej głowie. Moje ciało się wygięło i poczułam jak wszystkie kości w ciele mi się łamią. Poczułam ciepłe ręce na rękach i nogach. Nagle całe moje ciało przeszło coś w stylu prądu. Moje ciało bezwładnie padło na pościel. PO chwili otrząsnęłam się i zobaczyłam że na moim ciele pojawił się tatuaż Obejrzałam rękę.
-Obrońca ?-zapytał Nathan
-Nie...
-Wilkołak też nie
-Czarodziejka też nie -zaczęli kontemplować
-Co słyszałaś ? -nagle zwrócili się do mnie.
-"Wielkie zmiany... mają małe początki " czy coś takiego -wszyscy spojrzeli po sobie i zaczęli coś mówić między sobą. A więc jednak to coś znaczy. Patrzyłam na rękę aż usłyszałam nagle głos przebijający te wszystkie
-Ona jest Yinią
-Że czym ? -zapytałam wprost nie rozumiałam nic a nic z tych idiotycznych rzeczy co tu się działy
-Dawniej powiedzieli by że mieszanką ale dziś już wiemy że jest to po prostu rasa spokrewniona z bogiem
-Gdzie Ryan ? On powinien zaprowadzić ją do Drake albo Sue
-Inni z nami nie będą współpracować albo sami jej pomożemy utrzymać tę moc albo oddamy im a dobrze wiesz co się później stanie -Samuel westchnął ciężko
-Wszyscy wiemy co Kelly musi zrobić by z nami zostać... niech ona wybierze -wszyscy porozumiewawczo pokiwali głowami
-Ja nie wiem czy ktoś mi wytłumaczy ? -ponad ich wzniósł się mój głos. Spojrzeli na mnie i tylko Samuel i Lucas nie zaczęli pękać ze śmiechu. Maddie i mój brat zaczęli się śmiać ale to był poważny śmiech
-Jak może nie wiedzieć ?-powiedziała Maddie
-Dopiero co się dowiedziała o naszym istnieniu -powiedział Samuel a Lucas przytaknął.
-To co z tymi wyjaśnieniem ?


---

Przepraszam że krótkie ale czas mnie goni i przepraszam że tak późno 

środa, 21 października 2015

Rozdział 4



Siedziałam na parapecie patrząc na księżyc który wchodzi w cień ziemi. Było już późno wszyscy spali... no może nie wszyscy. Nagle z domu wyparowali (jakby się paliło ) Frostenowie. Zaczęłam na nich patrzeć. Skupiłam wzrok na wszystkich Della mimo późnej pory miała więcej energii ode mnie. W pewnym momencie księżyc zaczął się robić od dołu czerwony Lucasowi oczy zaczęły się świecić zresztą jak reszcie. Lucas spojrzał w moją stronę... i szybko odwrócił mówiąc coś reszcie wszyscy spojrzeli na mnie ale po chwili pan Frosten coś powiedział i szybko wszyscy gdzieś poszli. Z tą rodziną jest coś nie tak... Wróciłam do księżyca ale po chwili znów coś się zaczęło kręcić przed moim domem. Ruch był tak szybki że gdybym wierzyła w wampiry powiedziała bym że to wampir. Cień staną a jego oczy padł na dom sąsiedni zaświeciły się czerwienią i osobnik znów zniknął. Lekko przestraszona spojrzałam na księżyc który już prawie cały zaszedł czerwienią. Różni blogerzy pisali jakieś brednie że jest krwawy księżyc i są jakieś tam wampiry itd. Ale przepraszam bardzo mogą taką bzdurę wcisnąć takiej malutkiej Delli a nie mnie. Księżyc całkowicie zrobił się czerwony i nagle rozbrzmiało wilcze wycie. Wzdrygnęłam się nie wiedziałam że w tej okolicy są wilki. Przełknęłam ślinę spojrzałam na lunę która nie przypominała siebie.
-Co mi powiesz ? -zapytałam jak zawsze bez sensy
-Że pysznie pachniesz -usłyszała za sobą syk. Odwróciła się tak szybko że zakręciło się jej w głowie. Zobaczyła ruszający się cień, ale nie był to Nathan ani jej ojciec. Oni byli na dole. Spojrzała w oczy osobnika. Były czerwone jak krew. Przez chwilę myślałam nad wszystkimi możliwymi wersjami. Po chwili chłopak podszedł do mnie i swoim syczącym głosem powiedział
-Wiedziałem że prędzej czy później przyjedziesz... czekaliśmy na ciebie -przełknęłam ślinę... co to fo cholery znaczy ? Wyprostowałam się i już miałam się odezwać kiedy wysoki blondyn wysunął kły... natychmiast cofnęłam się w tył.
-Nadchodzi -wymruczał a przez otwarte okno padł kolejny wampir czy coś takiego. Cholera o co tu chodziło przecież wampiry nie istnieją...
-Och... możesz mówić on i tak czyta w myślach -powiedział blondyn. Spojrzałam na drugiego który z otartymi ustami patrzył za okno.
-O co w ogóle tu chodzi ?
-Nie udawaj że nie wiesz Kelly! -usłyszałam kolejny głos, głos należał do... Nathana. Szybko podleciałam do niego ale on stał jak wryty w podłogę z kamienną twarzą -Kiedy przyleciałaś nie byłem pewien czy wiesz ale jak tylko zaciągnęłaś Delle do swojego pokoju to był znak nie tylko dla mnie ale i tych Frostenów -skiną na dom sąsiadów. -Wszyscy byliśmy tak blisko wszystko mówiło że jesteś albo staniesz się jednym z nas...-po chwili się zawahał -to znaczy jedną z wszystkich
-Co ty mówisz Nathan ?
-Twoje sny... znaczy koszmary -powiedział znacząco patrząc przed siebie -znaczą że jesteś wybraną przez Innych na jedną z nas za niedługo dowiemy się czym jesteś Kelly... ale na pewno nie człowiekiem -Jego oczy zaczęły płoną po chwili z jego gardła wydobył się jakiś dziwny dźwięk. Spojrzałam za jego wzrokiem i zobaczyłam jakąś kobietę miała czarne włosy jej oczy połyskiwały zielenią.
-Trzy wampirki... jakie to słodkie ale teraz przepraszam muszę ją zabrać
-O nie zabierzesz jej
-Co to za szopka ? -zapytałam -Wyjdźcie stąd tera !
-Oczywiście że stąd wyjdę ale z tobą
-Kelly ! Chodź -ktoś pociągnął mnie za rękę po chwili zobaczyłam że była to Katherine. Czyżby tylko ona była normalna ? Wyleciałyśmy z domu i wtedy zobaczyłam że oczy Katherine też są czerwone mimo wszystko dziewczyna miała coś w sobie.
-Samuel ! Pomóż nam ! -zaczęła ryczeć a zza krzaków wyszedł... przystojny brunet... gdy na niego dłużej patrzyłam zauważyłam że ma tatuaż
-Samuel jest ovchi - bo ja wiem o co jej chodziło
-Tak na ludzki przekładając łowcą cienia, miło mi Kelly że mogę w końcu poznać cię tak bardzo czekałem na ten moment jak poznam osobę na którą polują wszystkie ciemne postacie
-To pomyłka
-Nie...uwierz mi że nie
-Czuję się jak jedna z bohaterek książki bądź filmu o nadnaturalnych...
-Idźcie do głównego domu tam was nie będzie szukać -Samuel posłał Katherine złowrogie spojrzenie
-Wiem co robić -powiedział i wyciągnął lśniący miecz
-To co lepiej się zmywać zanim coś nas spróbuje zabić choć nie przeczę że było by ciekawie -uśmiechnął się i pociągnął mnie z taką siłą że nie mogłam mu postawić oporu... a może nie chciałam. Puściliśmy się biegiem... zaczęłam myśleć nad tym co z Dolore's i ojcem co z Frostenami i czy świat zwariował.









sobota, 17 października 2015

Rozdział 3


Obudziłam się i podeszłam do szafy zaczęłam w niej grzebać... po dłuższym czasie znalazłam moją sportową bluzkę bluzę i spodenki. Odwróciłam się i zobaczyłam Lucasa patrzącego w moje okno. Trochę zdziwiona podeszłam do okna otworzyłam je i spojrzałam na niego
-Cześć... -chyba trochę się speszył
-Hej -powiedziałam do niego, i zaczęłam wpatrywać się w księżyc który znika za horyzontem. Spojrzał za moim wzrokiem i westchnął
-Zawsze patrzysz w księżyc ? -pyta
-Często... -patrzy na mnie jakbym mu właśnie powiedziała. Nie jesteś jedyny na tym świecie. Usłyszałam telefon. Szybko odskoczyłam jak poparzona od okna i szybko doskoczyłam szafki nocnej na której miałam telefon. Przyszedł do mnie Esemes od Natalie.

To że wyjechałaś nie usprawiedliwia dlaczego nie piszesz, tęsknimy (alarm z Jamesem jest nie aktualny to była jego koleżanka ). Lorde co tam poznałaś już jakiegoś sweet chłopaka ? 

Zaśmiałam się i podeszłam do okna. Spojrzałam na drogę. 
-Przepraszam, ale muszę iść pobiegać
-Biegasz? 
-Tak a ty ? -uśmiechnął się do mnie 
-Owszem... jeśli chcesz to mogę ci pokazać fajne ścieżki
-Dzięki  
-To może pobiegamy dziś...
 -Okey -powiedziałam. Wysoki brunet o niebieskich oczach szybko doskoczył swojej szafy i zaczął szukać stroju do biegania. Sama poszłam się przebrać, potem wyszłam na chodnik ale jeszcze go nie było więc wyciągnęłam telefon i zaczęłam odpisywać Natalie ale usłyszałam jak podchodzi do mnie.Podniosłam się i spojrzałam na chłopaka.
-To co biegniemy ? -pyta
~~
Po ośmiu kilometrach męczymy się i padamy na trawę. Patrzy na mnie i coś mamrocze po czym pyta
-Niezła kondycja, będziesz chodzić tu do szkoły ?
-Dzięki i tak będę ale raczej krótko -Nie chodzi tu o James'a już jak ja to mówię "zostawiłam go przeszłości razem z kilkoma łzami " teraz traktuję to jak on jako zwykłą przyjaźń.
-Powinnaś zapisać się na jakieś gimnastyczne szkoda... żeby taka kondycja się zmarnowała w przyszłości...
-Myślałam raczej nad jakimiś artystycznymi ale pomyślę dzięki
-To co wracamy ? - wzięłam głęboki oddech i wstałam
-Jasne -tym razem ja prowadziłam i jak na razie szło mi całkiem nieźle.
-Dzięki za pokazanie tej dróżki - mówię gdy już mam pójść do domu
-O której biegasz... może pobiegamy razem
-Około siódmej bo później jest za ciepło na biegi - weszłam do środka i zaczęłam przeszukiwać moje rzeczy w poszukiwaniu ołówka i zeszytu do szkiców. Gdy no niestety nie umiem znaleźć ołówka losuję przypadkową stronę w zeszycie i pada na rysunek pary która się całuje w szkole.... normalnie świetnie. Patrzę do zeszytu na datę rysunku jest to jeden z moich pierwszych szkiców. Ma datę tak daleką że sama nie wiem miałam wtedy czternaście lat...  odkładam zeszyt otwarty na stornie i zaczynam się nudzić. Omiatam wzrokiem pułki z książkami po czym znajduję to czego szukam książki której nie czytałam... zaczęłam czytać i dopiero krzyk na obiad mnie z niej wyciągnął.
-Kelly! Obiad! -Z niechęcią odłożyłam książkę która na prawdę była dobra ale wolę fantasty. Szybko poszłam do jadalni i prawie wpadłam na Nathana który niósł zupę. Po obiedzie z którego nie dało się wykręcić... bo cały czas mówiono o mnie i do mnie, nastąpiła półgodzina przerwa przed ciastem. Wróciłam do pokoju i zaczęłam czytać jedną z ostatnich stron. Wraz z ostatnią stroną zawołali mnie na deser. Spojrzałam na kogoś kto postanowił rozsiąść się na moim miejscu. Był to Lucas a obok niego jego siostra. Naprzeciw siedzieli jego rodzice. Słyszałam śmiech Dolore i mojego ojca a Nathan rozmawiał z nim o czymś. Biedna siedziała i przyglądała się rozmawiającym. Podeszłam do niej
-Cześć jestem Kelly -uśmiechnęłam się a ona spojrzała na mnie
-A ja jestem Della -zjadłyśmy nasze jogurty z owocami a potem zrobiło się nudno wszyscy dalej pogrążeni w rozmowie zapomnieli o mnie i małej Delli. Wzięłam ją do mojego pokoju i zaczęłyśmy się bawić i rozmawiać w pewnym momencie dziewczyna wzięła zeszyt i zaczęła przeglądać moje rysunki
-Ale ładne... -powiedziała -jak ładnie rysujesz... podoba mi się ten -spojrzałam na rysunek dziewczyny patrzącej w księżyc nie trudno się zorientować że to ja... jednak po chwili zatrzymała się na rysunku tej pary i mruknęła coś pod nosem.... a potem dopiero powiedziała na głos -Nauczysz mnie rysować ? -jej oczy przypominały oczy kota ze Szreka, nie mogłam im odmówić...
-Ale może następnym razem bo robi się późno i zaraz zaczną nas szukać -uśmiechnęła się
-No dobrze tak więc następnym razem -zeszłyśmy do jadalni gdzie nasi sąsiedzi już się żegnali.
-Do widzenia państwu... pa Lucas... Della to my jesteśmy umówione - mrugnęłam do niej... wyszli a ja z ulgą chciałam się zamknąć w pokoju jednak specyficzny zapach unosił się w nim... Był przyjemny a zarazem intrygujący...











wtorek, 13 października 2015

Rozdział 2

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Rzuciłam się w ich kierunku. Otworzyłam je i zobaczyłam w nich chłopaka z pizzą. Uśmiechnęłam się do niego a on tylko rzucił spojrzenie w głąb domu. 
-Dobry wieczór ja z pizzą -powiedział trochę za późno jak dla mnie to było to jasne gdy go zobaczyłam ale olałam to 
-Ile się należy ? -zapytałam ale nie wiem czy dosłyszał moje pytanie bo tylko rozdziawił usta... przewróciłam oczami i wzięłam portfel. Wzięłam cztery pudełka z pizzą a wręczyłam mu jeden z banknotów. Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi. Schowałam portfel do tylnej kieszeni dżinsów i wzięłam pudełka. Z zawiedzeniem okazało się że straciłam jedną bramkę. Położyłam pizzę na stolę i wszyscy chłopacy się na nią rzucili, zostawiając mi łaskawie dwa kawałki. Zapach pizzy niósł się po całym "zamku". Kiedy mecz skończył się dla nas wygraną chłopacy zaczęli mówić jaki to świetny mecz a mnie to niezbyt interesowało więc poszłam do swojego pokoju. Spojrzałam za okno i pożałowałam w oknie był też ten chłopak. Spojrzał na mnie i skamieniał popatrzył na mnie podejrzliwie ale potem powiedział 
-Cześć... jestem Lucas a ty ?
-Jestem Kelly - powiedziałam. Spojrzałam na niego był wysoki i szczupły. Miał na sobie czarne bokserki i nic poza tym. Szybko odwróciłam wzrok i spojrzałam na księżyc zachodzący za chmurami. 
-Głupio zapytać ale... kim jesteś nigdy cię nie widziałem a takiej dziewczyny się nie zapomina 
-Jestem córką  mężczyzny który mieszka oto w tym domu -powiedziałam z lekką odrazą w głosie. 
-Jesteś córką Blackmoon'a ? -zapytał dość zdziwiony 
-Przecież on miał tylko syna i to i tak nie swojego -powiedział z śmiechem 
-A jednak, przez ostatnie pięć lat mnie tu nie a ty tu jeszcze nie mieszkałeś 
-Owszem mieszkamy tu dopiero od trzech lat - powiedział i spojrzał na mnie. 
-Czym się zajmujesz ? -spojrzałam na niego z ukosa 
-Projektowaniem a ty ? -uśmiechnął się i powiedział
-Fotografią, na pewno byś się dogadała z Rose -spojrzałam na niego trochę zdziwiona skąd mam wiedzieć kim jest Rose... ale chłopak widząc że się zadręczam myślami kim ona jest szybko powiedział - to moja dużo młodsza siostra -spojrzałam na księżyc a potem znowu na niego
-Ile ma lat ?
-Dziesięć -spojrzałam na niego pewnie jest łada bo sądząc po budowie brata...
-Też projektuje ?
-Nie, ale lubi rysować -uśmiechnął się
-Lucas ! Chodź na dół ! - nawet ja to usłyszałam.
-Do zobaczenie - rzuci, zamkną okno i wybiegł z pokoju. Spojrzałam w księżyc
-Jesteś pokręcona Luna - wydało mi się że słyszę jej śmiech. Zawsze tak miałam czasem słyszałam jak do mnie mówi i właśnie w dniu kiedy pierwszy raz ją usłyszałam stwierdziłam że jestem chora na ciężki przypadek idiotyzmu i mam nie po kolei pod sufitem. Kto jeszcze rozmawia z księżycem a do tego słyszy jego "głos" ta... jestem na prawdę chora psychicznie. Zamknęłam okno i zaczęłam czytać książkę "Hopeless". 


niedziela, 11 października 2015

Rozdział 1


Obudziłam się i pierwsze co zrobiłam to przyturlałam się z łóżka na podłogę. Jęknęłam i wstałam z podłogi. Podeszłam do okna i spojrzałam w niebo księżyc dalej unosił się na horyzoncie ale już powoli zachodził. Podeszłam do szafy i ubrałam się. Wyszłam z pokoju i stwierdziłam że wszyscy już nie śpią więc leciałam do kuchni gdzie była Dolore's i robiła jajecznice.
-Cześć - powiedziałam i wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy
-Witaj Kelly skusisz się na jajecznice ? - nie byłam głodna jak zawsze rano. Pokiwałam głową przecząco i wróciłam do pokoju. Sally latała za mną a Qui tylko patrzyła na to zboku. Wzięłam telefon i położyłam się na łóżku. Sally wkręciła się w moje nogi. James nie napisał do mnie żadnego e-semesa. Trochę zesmutniałam ale postanowiłam mu napisać

Doleciałam wczoraj... wszystko ok a co u ciebie ? 

Nie odpisał, więc zadzwoniłam ale też nie odebrał. Coś jest nie halo... zadzwoniłam do Natalie a ona powiedziała że widziała jak James chodzi z jakąś dziewczyną po mieście. Wstrząsnęło mnie to, żeby tak szybko sobie kogoś znalazł... bo ja wyjechałam do ojca, ale my nawet tak oficjalnie razem nie chodziliśmy... więc miał pełne prawo się z kimś innym spotykać.  Przełknęłam gulę w gardle i postanowiłam wyjść pobiegać z Sally i Qui. Przygotowałam psy, wzięłam sobie wodę i wyszłam z domu. No to do parku. Nie zdążyłam się rozgrzać a mój telefon zaczął dzwonić 
-Hallo ? 
-Cześć Kelly
-Cześć Nathan co chcesz ?
-Widzisz.. idziesz do kina z Dolore i Bradem ? 
-Nie a co ?
-No bo miałem oglądać mecz z kumplami u nas... 
-Mnie to przeszkadzać nie będzie, dom jest wielkości pałacu pomieścimy się - powiedziałam z dawanym entuzjazmem nie chciałam teraz widzieć nikogo ani niczego. Rozłączyłam się i schowałam telefon. Skończyłam rozgrzewkę i pobiegłam u boku z Sally i Qui. Odpoczęłyśmy dopiero po pięciu kilometrach. Psy miały jeszcze pełno energii w przeciwieństwie do mnie. Zakaszlałam i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Koło godziny trzynastej zrobiłam się głodna więc zeszłam na obiad który akurat był gotowy. Dolore's słynęła z pysznych obiadów. Z przyjemnością zjadłam rosół a potem kotleta, ziemniaki i buraczki.
-Kelly Ness Blackmoon proszę mi tu wytłumaczyć dlaczego twoja mina jest taka... smutna - powiedział ojciec. Spojrzałam na niego i wyszczerzyłam zęby. Zmrużył oczy po czym się uśmiechnął, powiedział dość formalnie - dziś ja i Dolore's idziemy do kina czy któreś z was ma zamiar się z nami wybrać ?
-Nie -powiedzieliśmy hurm
-Dobrze, tylko nie roznieście mi tu domu - zrobił jedną z tych swoich min która mówi "Mówię poważnie, dobrze się bawcie ". Spojrzałam z ukosu na Nathana który zrobił minę "Powtarzasz się". Uśmiechnęłam się.
-Dobrze nie rozwalimy tej chałupy - powiedział Nathan
-Chałupy ? To wygląda jak zamek... -wszyscy prychnęli śmiechem. No tak... dla nich to to jest po prostu zwykły domek... -To co będziemy robić ? -zwróciłam się do Nathana. Chłopak trochę się zdziwił ale powiedział mi że przyjdzie do nas pięciu jego kolegów...z czego dwóch kojarzyłam. Mają zamiar zamówić pizze i patrzeć na mecz. W sumie nie było by okrutnie popatrzeć z nimi na ten mecz.
-A wy na jaki seans jedziecie ?- zwróciłam się do ojca i Dolore's
-Jedziemy na noc filmową... więc to będzie trochę więcej niż jeden film ale mamy zamiar iść tylko na pięć z nich - chyba się pomylili nie tylko... to aż pięć filmów. Bałam zadać się pytanie kiedy będziecie.. bo wychodziło na to że dopiero koło drugiej... moja matka by się na coś takiego nigdy nie wybrała wiedząc że mam zostać sama albo z jakimś kolegą. Chciałam pozmywać po obiedzie ale po co skoro po domu plączą się dwie służki a do tego mamy zmywarkę... więc zaproponowałam że pomogę powynosić. Wzięłam ostatni talerz i zaniosłam do kuchni. Były tam dwie starsze kobiety rozmawiające ze sobą i nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Położyłam talerz i wyszłam. Poszłam do salonu i puściłam serial "gossip girl" (pl. Plotkara).
-Marcus! -Usłyszałam jak Nathan woła do kolegi. Po chwili weszli mi do salonu. Spojrzałam na nich uśmiechnęłam się do chłopaka którego kojarzyłam... Marcus Blue
-Cześć... Marcus - powiedziałam i wróciłam do telewizora
-Cześć...e... - no tak czyli mnie nie pamięta
-Kelly - powiedziałam i uśmiechnęłam się w jego stronę
-Ale się zmieniłaś... - mruknął
-No nie wiem
-Nie podrywaj mojej siostry
-O awansowałam na siostrę ? - zdziwiłam się
-Nie podrywaj leady Kelly Ness Blackmoon
-Nabijaj się, nabijaj - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką. Wstałam, minęłam ich i poszłam do pokoju. Po godzinie byli już wszyscy jego znajomi. Wyszłam z pokoju i poszłam do salonu. Wszyscy chłopacy rozsieli się po fotelach więc po cichu usiadłam na dywanie. i patrzyłam z nimi na mecz. Kiedy zdobyli bramkę dzięki której wygrali połowę wszyscy tak krzyknęli że prawie uszy mi pękły. Na przerwie dopiero Nathan przedstawił mnie chłopakom. Żadnego z nich o prócz Jacka i Marcusa. Jednak chłopaka z sąsiedniego ganku nie było...






sobota, 10 października 2015

Prolog

\

Wstałam lekko zamglona, obudziła mnie matka która była trochę pod denerwowana moim wylotem do ojca... po długim milczeniu poszłam po torby i zeszłam na dół. Umówiłam się że James podwiezie mnie na lotnisko. Na wyświetlaczu telefonu pojawił się numer Jamesa więc stwierdziłam że już jest. Wybiegłam na ganek i zobaczyłam jego czerwone lamborghini 2013. Dla niego takie auto to mały wydatek ma chyba z sześć samochodów. Jego rodzina szyci się jako najbogatsza w kraju więc i tak dziwię się że dalej jeździ autem które nie pasuje do niego. Moja mama nie przepada za Jamesem bo twierdzi że jest pusty i rozpuszczony (ma takie zdanie na temat wszystkich bogaczy).
-Cześć - wychodzi z auta i przytula mnie. Jest niewiele wyższy bo tylko trzy centymetry.
-Cześć... moje walizki są na ganku - skazuję w stronę domu a on się lekko krzywi
-Chcesz żeby twoja mam mnie zabiła ? - mówi żartobliwie.
-Chyba żeby cię polubiła - wzdycha i mówi
-Twoja mama to chyba jedyna osoba która mnie nie lubi
-To przez ojca... kiedyś zrozumie że nie jesteś jak on - mówię i wiem że go to nie przekonuje bo mnie to też nie przekonuje. Pojechaliśmy na lotnisko. Było ciężko się pożegnać ale kiedy zaczęli wzywać że mój samolot odleci za dziesięć minut poszłam, rzucają  ostatnie spojrzenie Jamesowi. Ojciec zadbał żebym nie leciała jakimiś tanimi liniami więc siedziałam obok chłopaka który wyglądał na młodszego ode mnie i chyba starał się do mnie zarywać ale puściłam to mimo uszu. Mój tata mimo że jest bogaty to mieszka dosłownie na wsi... ale jego dom wygląda jak mini pałac. Ostatnio u ojca byłam pięć lat temu na wakacjach wtedy miałam jeszcze dwanaście lat. Po godzinie lotu wylądowałam na lotnisku i zaczęłam szukać kogoś kto będzie przypominał mi mojego ojca ale nie było go nigdzie. Po chwili zobaczyłam karteczkę z imieniem

Kelly Ness Blackmoon 

Spojrzałam na chłopaka którego nie kojarzyłam. Dopiero po chwili poznałam w nim Nathana Goldena... to jest syn mojego ojca partnerki i za razem jedyna osoba która  mnie rozumie.
-Nathanie Dylanie Golden co ty tu robisz  ?
-Kelly Ness Blackmoon czekam na ciebie - wybuchamy śmiechem
-Gdzie mój ojciec ?
-Załatwia coś przy tej swojej produkcji... na jak długo przyjechałaś lady ?
-Na pół roku -A przynajmniej tyle zamierzałam zostać
-No to będziesz musiała poznać kilku moich znajomych i ich w sobie nie rozkochać bo ich się nie pozbędę z twojego powodu -lekko go szturchnęłam
-Dalej mi nie wybaczyłeś Noaha ?
-Przecież wiesz że ci wybaczyłem - z Noahem długa historia chłopak się we mnie zakochał... i kiedy mu powiedziałam że mi on się nie podoba no to stwierdził że jesteśmy chorą rodziną i tak zepsułam podobno największą przyjaźń. Och uwierzcie miss świata nie jestem mam zwykłe brązowe włosy oczy też są bursztynowe jak to mówi James ale ja wiem że jestem taka no... nie najchudsza nie najgrubsza nie za wysoka nie za niska... a idealności jestem przeciwieństwem. Wiedliśmy do niebieskiego BMW X4
-Nowe ? -zapytałam, wiedziałam że ojciec miał trzy auta dwa lamborghini i jednego Hyundaia 2013 dokładnie nie wiem jaki model ale i tak wiedziałam wiele na temat samochodów (dzięki Jamesowi ).
-Tak... dostałem na urodziny - powiedział i ruszyliśmy.  Po półgodzinie byliśmy. Dużo się nie zmieniło. Tylko z prawej strony ktoś się wybudował. Weszłam do domu ojca a tam przywitała mnie Dolore's Blackmoon partnerkę ojca
-Kelly ! -usłyszałam jak mnie woła -Nareszcie jesteś !
-Witaj Dolore's -pozwoliłam żeby mnie uścisnęła. Zza niej wyleciały dwa owczarki niemieckie Sally i Qui... zaczęłam tulić zwierzęta po czym poszłam z nimi na spacer. Kiedy weszłam do parku i zobaczyłam Katherine Darkness. O tej dziewczynie nie da się zapomnieć
-Cześć Kelly ! -a więc mnie pamięta. Jest tu jedyną moją koleżanką.
-Cześć Katherine -podeszłam do niej a ona
-Jak długo będziesz u ojca ?
-Pół roku... -powiedziałam dość zaskoczona że dziewczyna się o to pyta
-A co u Nathana ? -to pytanie mnie zdziwiło. Przecież odkąd pamiętam nie przepadała za nim
-Normalnie...-powiedziałam i spojrzałam na psy które latały dookoła nas.
-Przekażesz mu że już wróciłam i że zobaczymy się o dziewiętnastej w "Black Bery"?
-Ok, to pa -powiedziałam i do domu. Kiedy weszłam na ganek z domu obok wyleciał jakiś chłopak. Spojrzał na mnie uśmiechnął jakoś dziwnie i wsiadł do auta. Sally i Qui same znalazły Nathana i dzięki nim mogłam ławo mu powiedzieć że Katherine che się z nim spotkać, miał pół godziny więc zaczął się szykować i przed wyjściem rzucił że wróci po północy i żeby na niego nie czekać. Zazdrościłam mu czegoś ale jeszcze nie wiem czego. Mimo że coś czułam do Jamesa to chyba nie było to aż tak silne żeby można było to nazwać miłością.
-Tato !- zaczęłam krzyczeć i po chwili zobaczyłam tatę. Był w pełni sił i patrzył na mnie tymi oczami które mam ja i on
-Skarbie - przytulił mnie a ja po chwili nie potrafiłam od dychać poklepałam go po plecach a on się odsunął. -Jesteś głodna Dolore's zrobiła spa...
-Nie jestem dzięki...
-Musisz czuć się tu trochę samotna... -zaczął
-Nie... mam Nathana i Kat poza tym podobno mam tu zostać pół roku to kogoś poznam.
-Idziemy jutro do kina wybierzesz się z nami ? - Czy to znaczy że mam iść do kina z nim i Dolore's ? Lepiej nie. Wzruszyłam ramionami na znak że się zastanowię. Poszłam na górę jeszcze raz na koniec przytulając ojca. Zobaczyłam że pokój w którym miałam spać i przebywać jest o wiele większy i ładniejszy od mojego. Był kremowo kawowy. Szczerze powiedziawszy spodobał mi się. Rozpakowałam się i już przyszła późna godzina a po drodze zmęczyłam się. Poszłam się umyć . Napełniłam ciepłą wodą wannę i wykąpałam się w różanym mydle. Gdy wróciłam do pokoju spojrzałam przez okno i zobaczyłam wielki księżyc w pełni.
-Och... luna czy możesz mi powiedzieć dlaczego jak wyjechałam poczułam że James nie jest tym... kimś ? - światło księżyca padło na okno sąsiada.Spojrzałam za światłem i stwierdziłam że ten pokój jest zamieszkiwany przez tego chłopaka którego widziałam. Spojrzałam na księżyc ponownie - Luna co ty insynuujesz ? -położyłam się spać, zawsze słuchałam luny i jak na razie miała racje ale o co chodziło tym razem... czyżby pierwszy raz się pomyliła.