środa, 21 października 2015

Rozdział 4



Siedziałam na parapecie patrząc na księżyc który wchodzi w cień ziemi. Było już późno wszyscy spali... no może nie wszyscy. Nagle z domu wyparowali (jakby się paliło ) Frostenowie. Zaczęłam na nich patrzeć. Skupiłam wzrok na wszystkich Della mimo późnej pory miała więcej energii ode mnie. W pewnym momencie księżyc zaczął się robić od dołu czerwony Lucasowi oczy zaczęły się świecić zresztą jak reszcie. Lucas spojrzał w moją stronę... i szybko odwrócił mówiąc coś reszcie wszyscy spojrzeli na mnie ale po chwili pan Frosten coś powiedział i szybko wszyscy gdzieś poszli. Z tą rodziną jest coś nie tak... Wróciłam do księżyca ale po chwili znów coś się zaczęło kręcić przed moim domem. Ruch był tak szybki że gdybym wierzyła w wampiry powiedziała bym że to wampir. Cień staną a jego oczy padł na dom sąsiedni zaświeciły się czerwienią i osobnik znów zniknął. Lekko przestraszona spojrzałam na księżyc który już prawie cały zaszedł czerwienią. Różni blogerzy pisali jakieś brednie że jest krwawy księżyc i są jakieś tam wampiry itd. Ale przepraszam bardzo mogą taką bzdurę wcisnąć takiej malutkiej Delli a nie mnie. Księżyc całkowicie zrobił się czerwony i nagle rozbrzmiało wilcze wycie. Wzdrygnęłam się nie wiedziałam że w tej okolicy są wilki. Przełknęłam ślinę spojrzałam na lunę która nie przypominała siebie.
-Co mi powiesz ? -zapytałam jak zawsze bez sensy
-Że pysznie pachniesz -usłyszała za sobą syk. Odwróciła się tak szybko że zakręciło się jej w głowie. Zobaczyła ruszający się cień, ale nie był to Nathan ani jej ojciec. Oni byli na dole. Spojrzała w oczy osobnika. Były czerwone jak krew. Przez chwilę myślałam nad wszystkimi możliwymi wersjami. Po chwili chłopak podszedł do mnie i swoim syczącym głosem powiedział
-Wiedziałem że prędzej czy później przyjedziesz... czekaliśmy na ciebie -przełknęłam ślinę... co to fo cholery znaczy ? Wyprostowałam się i już miałam się odezwać kiedy wysoki blondyn wysunął kły... natychmiast cofnęłam się w tył.
-Nadchodzi -wymruczał a przez otwarte okno padł kolejny wampir czy coś takiego. Cholera o co tu chodziło przecież wampiry nie istnieją...
-Och... możesz mówić on i tak czyta w myślach -powiedział blondyn. Spojrzałam na drugiego który z otartymi ustami patrzył za okno.
-O co w ogóle tu chodzi ?
-Nie udawaj że nie wiesz Kelly! -usłyszałam kolejny głos, głos należał do... Nathana. Szybko podleciałam do niego ale on stał jak wryty w podłogę z kamienną twarzą -Kiedy przyleciałaś nie byłem pewien czy wiesz ale jak tylko zaciągnęłaś Delle do swojego pokoju to był znak nie tylko dla mnie ale i tych Frostenów -skiną na dom sąsiadów. -Wszyscy byliśmy tak blisko wszystko mówiło że jesteś albo staniesz się jednym z nas...-po chwili się zawahał -to znaczy jedną z wszystkich
-Co ty mówisz Nathan ?
-Twoje sny... znaczy koszmary -powiedział znacząco patrząc przed siebie -znaczą że jesteś wybraną przez Innych na jedną z nas za niedługo dowiemy się czym jesteś Kelly... ale na pewno nie człowiekiem -Jego oczy zaczęły płoną po chwili z jego gardła wydobył się jakiś dziwny dźwięk. Spojrzałam za jego wzrokiem i zobaczyłam jakąś kobietę miała czarne włosy jej oczy połyskiwały zielenią.
-Trzy wampirki... jakie to słodkie ale teraz przepraszam muszę ją zabrać
-O nie zabierzesz jej
-Co to za szopka ? -zapytałam -Wyjdźcie stąd tera !
-Oczywiście że stąd wyjdę ale z tobą
-Kelly ! Chodź -ktoś pociągnął mnie za rękę po chwili zobaczyłam że była to Katherine. Czyżby tylko ona była normalna ? Wyleciałyśmy z domu i wtedy zobaczyłam że oczy Katherine też są czerwone mimo wszystko dziewczyna miała coś w sobie.
-Samuel ! Pomóż nam ! -zaczęła ryczeć a zza krzaków wyszedł... przystojny brunet... gdy na niego dłużej patrzyłam zauważyłam że ma tatuaż
-Samuel jest ovchi - bo ja wiem o co jej chodziło
-Tak na ludzki przekładając łowcą cienia, miło mi Kelly że mogę w końcu poznać cię tak bardzo czekałem na ten moment jak poznam osobę na którą polują wszystkie ciemne postacie
-To pomyłka
-Nie...uwierz mi że nie
-Czuję się jak jedna z bohaterek książki bądź filmu o nadnaturalnych...
-Idźcie do głównego domu tam was nie będzie szukać -Samuel posłał Katherine złowrogie spojrzenie
-Wiem co robić -powiedział i wyciągnął lśniący miecz
-To co lepiej się zmywać zanim coś nas spróbuje zabić choć nie przeczę że było by ciekawie -uśmiechnął się i pociągnął mnie z taką siłą że nie mogłam mu postawić oporu... a może nie chciałam. Puściliśmy się biegiem... zaczęłam myśleć nad tym co z Dolore's i ojcem co z Frostenami i czy świat zwariował.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz